Ksiądz Jan Marszałek, administrator bachowickiej parafii (1942–1951), dziś kandydat na ołtarze, odnotowując śmierć ks. Gołby i oddając hołd zmarłemu, nie wymienił szczegółowo jego dokonań. Dla współczesnych były one tak oczywiste, że uznał to za zbędne, wyjaśniając:
„Nie potrzebuję tutaj szczegółowo wyliczać wszystkich Jego zasług. Książka [pt.] »Bachowice dawniej a dziś« to czyni, lecz On w tej książce zbyt skromnie o sobie wspomina – tyle tylko co musi”.
Istotnie, w opublikowanej w 1939 r. książce ks. Gołba pisał o swoich zasługach tak jak żył, czyli ubogo i ascetycznie. W zapisku kronikarskim o śmierci bachowickiego duszpasterza pojawia się jednak pytanie o to „kim był” zmarły kapłan. Przeplata się ono z refleksjami wskazującymi na jego wielkość:
„Kim był Ks[iądz] Prałat mówi napis na Jego nagrobku: »Niestrudzonemu Wychowawcy i ofiarnemu Sercu«. Kim był Ks[iądz] Prałat…? Trzeba by cały tom napisać o Nim, żeby dowiedzieć się kim był. Są takie głębie w duszy ludzkiej – takie przepaście miłości Bożej w bliźnich swoich, że się już siebie nie zna i nie widzi. To Ks[iądz] Prałat… To mogą o Nim powiedzieć Ci, co duszę Jego znali i powiernikami tej wielkiej pod działaniem Ducha św. duszy byli”.
W szóstą rocznicę śmierci ks. Gołby na łamach pisma „Głos Karmelu” ukazał się artykuł wspomnieniowy autorstwa karmelity o. Rudolfa Warzechy. Rodak i wychowanek ks. Gołby – dziś kandydat na ołtarze – chciał w ten sposób spłacić choćby małą cząstkę „długu wdzięczności”, a ponadto utrwalić pamięć o osobie i zasługach zmarłego. Gromadził też relacje tych, wśród których ks. Gołba pracował. Wspominając ks. Gołbę pisał:
„Żyją nie tylko dzieła jego – nie tylko liczne martwe budowle – ale i żyją setki i tysiące serc, które nauczał, kształtował, wychowywał, karmił chlebem ciała i chlebem ducha – słowami żywota”.
Jednocześnie, mając świadomość przemijalności i ulotności ludzkiej pamięci, apelował:
„Tej pięknej postaci, jaką jest niezaprzeczenie ks. Gołba należałoby się szersze i wnikliwsze studium”.
Kim zatem był ks. Gołba według tych, którzy go znali? Jak żył i czym zasłużył się dla krakowskiego Kościoła, a przede wszystkim dla wioski i rodaków z Bachowic? Odpowiedzi na te pytania przynoszą wspomnienia osób, które zetknęły się z bachowickim organicznikiem i bliżej współpracowały, zebrane przez o. Rudolfa Warzechę. Poniżej wybrane fragmenty, dające zarys osobowości ks. Gołby i jego pełnej poświęcenia pracy społecznikowskiej na rzecz ludu wiejskiego, a tym samym małej i wielkiej Ojczyzny.
Abnegat o ascetycznym trybie życia
Ksiądz Jan Piwowarczyk, późniejszy założyciel „Tygodnika Powszechnego”, w roku szkolnym 1919/1920 wspomagał ks. Gołbę w posłudze katechety w Krakowie:
„Zewnętrznie wyglądał jak abnegat, sutanna licha, codziennie dochodził pieszo z Zakrzówka po błocie, żeby nie zabłocić sutanny przyczepiał do sutanny z tyłu jakąś tekturę czarną; ubranie liche i wytarte. […] jedzenie marne, bez mięsa, kasza, ziemniaki, kapusta, mieszkanie pozbawione wygody, razem ze studentami jadł to, co i oni”.
Józef Gołba – młodszy brat ks. Gołby, doktor nauk prawnych, specjalista skarbowości:
„Wikt u niego był więcej niż skromny. Tylko zwykle jedno danie (zupa), a jeśli czasem było drugie, to kasza. Dla mnie wikt ten nie wystarczał i dlatego starałem się go uzupełnić po kryjomu w inny sposób. Zaznaczam, że nie chciał przyjąć nominacji prałata i tylko dzięki długim i przekonywującym moim namowom zgodził [się] wreszcie na to. […] Samozaparcie jego było posunięte do najwyższych granic. Chodził obdarty, często głodny, a każdy grosz obracał na chwałę Bożą i pożytek społeczny”.
Teofila Bochenek – współpracowniczka ks. Gołby, kierowniczka żeńskiej szkoły rolniczej w Bachowicach (1922-1945):
„O ks. dr. Gołbie można powiedzieć bez zastrzeżeń, że był człowiekiem, który zaparł się samego siebie. Był stosunkowo dobrze sytuowany, bo jego pensja profesorska nie zmniejszyła się przy przejściu w stan spoczynku, a żył bardzo ubogo. Dla innych hojny, dla siebie potrzebujący bardzo mało. […] We wszystko wkładał swą pracę i kapitał oprócz udziałów członkowskich. Hojny dla spraw społecznych, skąpy dla siebie, nie miał pięknych mebli, ani mieszkania, ani pościeli, ani ubrania, ani dobrego jedzenia. Mieszkał w chłopskiej chacie, liche łóżko i szafa, biedna pościel, zgrzebna bielizna. […] Ludzie nie rozumiejący tego dziwili się, a nawet śmiali z biednego odzienia i sposobu życia ks. Gołby”.
Marta Kajdas – bliska współpracowniczka, osoba ciesząca się zaufaniem ks. Gołby:
„Całą treścią jego życia było ogromne pragnienie czynienia dobrze bliźnim – rodakom w swej ukochanej wiosce. […] Żeby to dzieło przeprowadzić, ogołocił sam siebie – żył tak ubogo i skromnie i tak nie dbał o swój wygląd zewnętrzny, że wyglądał jak żebrak”.
Ojciec Rudolf Warzecha:
„W jego obecności czuło się, że to człowiek zbudowany z jednolitego granitu. Cechowała go przedziwna konsekwencja w życiu i zgoda myśli i słów z jego czynami i życiem tak osobistym jak publicznym na terenie szkoły”.
Społeczny wychowawca – między Krakowem a Bachowicami
Józef Gołba:
„[Jako katecheta w Krakowie – ŁM] otworzył bursę dla niezamożnych studentów przy placu Dominikańskim, następnie w Zakrzówku. […] Po pierwszej wojnie światowej powstało jego staraniem w Krakowie biuro pośrednictwa pracy i pomocy dla nauczycieli szkół powszechnych, których wtedy było wielu bez posady i bez żadnej pomocy”.
Ksiądz Jan Piwowarczyk:
„[…] wszystkie swoje dochody w tym czasie obracał na bursę, kwestował w gimnazjum wśród profesorów, przy czym był nieustępliwy, gdy profesor się ociągał z datkiem. Bursa była wówczas główną jego troską”.
Józef Gołba:
„Mimo tylu zajęć [w Krakowie] nie zapomniał o wsi rodzinnej Bachowice. Własnym kosztem wybudował i uruchomił szkołę rolniczą dla dziewcząt oraz hodowlę królików i drobiu. Powstanie mleczarni i kasy Stefczyka jest jego zasługą. Troszczył się o naprawę dróg i na ten cel, o ile mi wiadomo, dał gminie pewną kwotę. Powstanie dwóch ochronek i domu dla starców to jego zasługa. Nie wspominam tu o wybudowaniu kościoła i plebanii, bo to jest rzeczą świeżą i ogólnie znaną. […] Namawiałem go nieraz, żeby zamieszkał w domu emerytów w Krakowie, ale zawsze odpowiadał mi, ze Duch Święty każe mu tu pracować i podnieść moralnie swoich rodaków”.
Teofila Bochenek:
„Ks. dr Gołba Franciszek, prałat, dążył całe życie do uświęcenia i kulturalnego podniesienia ludu polskiego w ogóle, a w Bachowicach w swej rodzinnej wiosce w szczególności. W tym celu założył w Bachowicach szkołę rolniczą […]. W rozbudowie pomagał dr Fr[anciszek] Stefczyk, którego ojciec pochodził z Bachowic, a on sam pracował wówczas w Wydziale Krajowym we Lwowie i wyjednywał potrzebne subwencje. […] po pierwszej wojnie światowej, słyszałam opowiadania różnych ludzi, jak ks. dr Gołba, podówczas profesor gimnazjum w Krakowie, przyjeżdżał stale regularnie raz w tygodniu do szkoły na religię i jeszcze często przywoził żywność, której w szkole z internatem często brakowało w czasie wojennym. Do stacji kolejowej oddalonej o 8 km nikt po niego nie wyjeżdżał, zawsze przychodził pieszo, czy to deszcz i błoto, czy mróz lub zawieja śnieżna. Ludność zgromadzał, uczył, organizował młodzież, matki w stowarzyszenie chrześcijańskie, przywoził orkiestrę gimnazjalną, by ludzi pobudzić do liczniejszego gromadzenia się”.
Pozytywistyczna praca u podstaw
Ksiądz Jan Marszałek:
„[…] dzieła, których dokonał jako wychowawca młodzieży, wskazują, że ks. Gołba działał planowo. Widział i wiedział z doświadczenia, że wieś potrzebuje przewodników inteligentnych, aby rozwijała się gospodarczo, społecznie i w duchu miłości Ojczyzny, rozdartej przez wrogie państwa. Tych niestety przewodników brakowało na wsi. Ani profesor gimnazjalny, ani lekarz, ani prawnik poza czynnościami swego urzędu czy stanowiska nie troszczył się o lud wiejski. A przecież mogli prawnicy zapobiegać pieniactwu przez sądy rozjemcze, lekarze zapobiegać chorobom przez naukę higieny, profesorowie pouczać w odczytach o dziejach narodu polskiego, itd. Czyżby nie chcieli? Nie wystarczyło pobudzać do postępu mową, czytaniem i śpiewem, trzeba było nadto przykładem silniej pociągnąć do naśladowania. […] W czasie kryzysowym [ks. Franciszek Gołba] pobudzał do myślenia i… do czynu!”.
Teofila Bochenek:
„W późniejszych latach istnienia szkoły rolniczej należało się ks. Gołbie wynagrodzenie za udzielanie nauki religii. Ks[iądz]Gołba nie pobierał go, lecz przeznaczał na stypendium dla biednych uczennic, przede wszystkim bachowiczanek. […] Rozmawiał z rodzicami, zachęcał do postępu i stwarzania uczennicom takich warunków, by mogły stosować nabytą naukę. Cieszył się, gdy widział, ze szkoła się rozwija i nas, nauczycielki zachęcał stale do pracy społecznej”.
Marta Kajdas:
„[…] pragnął, by w długie wieczory zimowe młodzież żeńska i kobiety, a nawet chłopcy zajmowali się przędzeniem lnu, wypełniając tak zimowe wieczory pracą przeplataną śpiewkami. Chciał też przez to wytępić wyskubki (pierza) przy których wiele złego popełniało się. Sprowadził z Belgii maszyny do obrabiania lnu i zajmował młodzież tak żeńską i męską przy tej pracy, płacąc nawet (zdaje mi się po 50 gr przedwojennych) za obrobienie pewnej ilości lnu”.
Ojciec Rudolf Warzecha:
„Kto by nie widział oczu i oblicza ks. Gołby i nie miał szczęścia słyszeć jego mocnego głosu, mógłby przypuszczać – patrząc na zewnętrzne jego dzieła – że może wygórowana ambicja stała się motywem jego »ofiarności«. Lecz wystarczyło raz z bliska spojrzeć na jego nikłą postać, by na zawsze odrzucić podobne myśli”.
Był tam, gdzie źle się działo
Teofila Bochenek:
„Ks. Gołba często odwiedzał swych parafian, a przede wszystkim był tam, gdzie źle się działo. Udzielał pożyczek, często bezzwrotnych. Dawał (pieniądze) tam, gdzie mąż wyjechał do Ameryki, a żona schodziła na złą drogę; w ogóle emigracji nie pochwalał, odradzał, namawiał, by pracować na miejscu i uczyć się. Odwiedzał często rodzinę, w której synowie dorastający puszczali się na kradzieże i pijaństwo. Odwiedzał rodzinę, gdzie matka umarła, a dzieci wychowywali krewni. Odwiedzał rodziny, gdzie byli ciężko chorzy – pocieszał ich, wspierał. Odwiedzał uwięzionych i w szpitalu przebywających. Odwiedzał ludzi, którzy kłócili się i długie lata procesowali”.
Bartłomiej Kajdas – współpracownik ks. Gołby:
„Ks. doktor idąc dalej w swych dobrych czynach godził powaśnionych i procesujących się. Dwa takie procesy – jeden w Bachowicach, a na Kaniowie drugi – zastarzałe zakończył. Ks. doktor nie mogąc ich inaczej pogodzić, ze swojej kieszeni pokrył duże koszta”.
Marta Kajdas:
„Wioska Bachowice słynna była ze złodziejstwa. Otóż głównych złodziei, odsiadujących Wiśnicz lub inne więzienia, wyposażał za własne pieniądze, tam w więzieniu opłacał kursy rzemieślnicze. Człowiek taki najczęściej nie wracał w strony rodzinne, bo miał tam dobry zarobek”.
Sad, pszczoły, jedwabniki
Teofila Bchenek:
„Kochał bardzo przyrodę, np. śpiew słowików. Gdy przychodził ten okres, zachęcał nas do wycieczek i czasem sam prowadził tam, gdzie śpiew tych ptasząt można było podziwiać. Wszędzie widział wielkość i piękno dzieł Bożych. Kochał drzewa, kwiaty, całą roślinność, pszczoły, które hodował. Drzew sadził bardzo dużo; specjalnie posadził sad dla przykładu innym. Sam pielęgnował, przycinał, skrapiał, plewił, okopywał. Z Krakowa przywoził nam często nasiona kwiatów, jarzyn lub roślin miododajnych. Zachęcał do uprawy. Często przynosił nam piękne okazy owoców ze swego sadu i zachęcał uczennice do uprawy, prowadził je do pracy w ogrodzie. Zaprawiał je też do pracy społecznej i bardzo duży nacisk kładł na ich uspołecznienie. […] Ks. Gołba wprowadzał też hodowlę jedwabników, pomny widocznie na słowa Sienkiewicza, który pisał, że kto sadzi jedno drzewo morwowe, ten rzuca garść złota do skarbu narodowego. Sadził drzewa morwowe dla przykładu, jak i sad założył dla przykładu na kawałku pola kupionym od rodziny. Toteż mało jest wiosek, które miałyby tyle sadów, co Bachowice”.
Ojciec Rudolf Warzecha:
„Jego oblicze – duszy i ciała – opromieniała wielobarwna tęcza nieziemskiej pogody serca i ducha. W tym rozlewaniu z siebie wesela i pokoju wiernie odzwierciedlał swego patrona, miłośnika przyrody i ptasząt, św. Franciszka z Asyżu. Sam je zresztą z czułością karmił, a jedyną jego rozrywką i jedynym wypoczynkiem było pójść do pszczół i od nich uczyć się umiłowania pracy i społecznej solidarności. Stąd też nigdy pesymistą nie był”.
„Cierpiał a szedł dalej…”
Teofila Bochenek:
„Pragnął dźwignąć lud z biedy i ciemnoty, wyrwać z obojętności, uspołecznić, rozwinąć i ugruntować w nim kulturę chrześcijańską. Toteż służba Boża była u niego na pierwszym miejscu i stąd zrodziła się myśl budowy kościoła w Bachowicach. […] Wymagało to bardzo dużo trudu i można powiedzieć, że ks. Gołba budował i płakał, płakał i budował. Widziałam go nieraz, jak odziany licho i ubogo przebiegał wioskę prosząc o furmanki lub robotników, co obiecali, a nie przyszli. Byli i tacy, co go ofuknęli, i powiedzieli niejedne przykre słowo, bo nie wierzyli, by kościół stanął w Bachowicach i nie mieli szacunku dla księdza. Ks. Gołba niczym się nie zrażał, cierpiał i dążył wytrwale do celu”.
Marta Kajdas:
„Ile się przy tej budowie (kościoła) nacierpiał i napłakał, to wie on i Bóg. Mnie jako swej zaufanej zwierzył się z tego cierpienia trochę, gdy odwiedziwszy go pewnego razu winszowałam zbudowanego i poświęconego kościółka, w którym on sam był pierwszym proboszczem. […] Wiem o tym dobrze ile musiał trudów ponieść i przeszkód przekroczyć, aby raz upatrzone dzieło, o którym wiedział, że Bóg będzie miał z niego chwałę, a rodacy i dalsi i bliżsi pożytek – żeby to dzieło ze świętym uporem przeprowadzić. Ile zwalczyć musiał niechęci i nieżyczliwości”.
Zapis z kroniki parafialnej w Bachowicach:
„Ks[iądz] Prałat to ideał wyrzeczenia się siebie dla wszystkich – oddania siebie zupełnie ze wszystkim kim był i co miał dla drugich – dla swoich rodaków. Nie znał przeszkód ani trudności, ani zmęczenia nie czuł – a góry przeszkód przekraczał – cierpiał a szedł dalej…”.
Ojciec Rudolf Warzecha:
„Zresztą ks. Gołba za życia należał do tych wybranych, którym Bóg nie daje żadnych poklasków i uznania świata. Nawet rodacy z jawnym uśmiechem politowania i ironii odnosili się do jego myśli i przedsięwzięć. Dla ludzi nieprzywykłych do heroizmu trudno było zrozumieć jego »fanatyzm« dla sprawy Bożej”.
Wymagająca miłość bliźniego
Ksiądz Jan Piwowarczyk:
„[…] był serdeczny w stosunku do młodzieży, śmiał się razem z nimi i bawił się, chłopcy bardzo go szanowali jako swego opiekuna i dobroczyńcę ubogich kolegów, ale czasem go naciągali […]. W stosunku do mnie był delikatny, serdeczny koleżeński, nie dał mi ani razu odczuć swojej wyższości, nie było ani na chwilę miedzy nami nieporozumienia. Ja patrzyłem na niego jako na ideał kapłański pod każdym względem”.
Teofila Bochenek:
„Ks. dr Gołba był przeważnie w obcowaniu z ludźmi wesoły i towarzyski, ale umiał być też surowym i gniewać się, gdy było potrzeba; umiał także szybko uchwycić sedno każdej sprawy i dać odpowiednią naukę, wskazówkę czy radę, zaraz czy później, jak wypadało, umiał też zawsze przeprowadzić swoją myśl, gdy tego chciał”.
Marta Kajdas:
„Opowiadał mi ks. Prałat o bandyckim napadzie na niego w jego mieszkaniu. […] Od wiarygodnych świadków, dowiedziałam się, z jaką ojcowską dobrocią odniósł się do jednego z tych bandytów, który potem umierał w szpitalu”.
Józef Gołba:
„Karcił bez ogródek wszystkie błędy, kradzieże i niemoralności, toteż miał szczególnie wśród młodych wielu wrogów. […] Moi koledzy, którzy byli uczniami brata, wyrażają się o zmarłym z całym uznaniem i pochwałą”.
Ksiądz Jan Marszałek:
„»Wszak nikt nie jest prorokiem w ojczyźnie swojej« – głosi stara zasada oparta o naturę rzeczy i doświadczenie. Odpowiadamy, że powszechnie można słyszeć pochwały i wyrazy wdzięczności tych, którzy słuchali nauk i widzieli czyny ks. Gołby, aczkolwiek występował stanowczo i karcił surowo błędy nieposłusznych. Wszyscy byli bowiem przekonani o tym, że słowa płyną ze szczerego serca i miłością przepełnionego”.
Owoce pracy bachowickiego organicznika
Teofila Bochenek:
„Bachowice były kiedyś za młodych lat ks. Gołby wioską pijacką. Ks. Gołba występował stale przeciwko pijaństwu, a także przeciwko paleniu tytoniu, upominał, pouczał młodzież i starszych o zgubnych skutkach palenia i picia wódki, przeprowadził głosowanie przeciwko karczmie, która została usunięta”.
Ojciec Rudolf Warzecha:
„Nastąpiła następnie walka z włóczęgostwem nocnym. I najtrudniejsza – bo i najcięższa walka – z próżniactwem wsi, zwłaszcza w okresach zimowych. I w tym celu chciał tu zastosować wielką swą myśl o uprawie lnu. […] Inni wyśmiewali jego szlachetną myśl, nie widząc, że tu ks. Gołbie nie tylko chodziło o zdobycie paru złotych dla ludu, ale o coś wiele cenniejszego: o wpojenie zamiłowania pracy, i zwalczenie lenistwa, które również jest źródłem wielu występków i strasznej nędzy”.
Ksiądz Jan Marszałek:
„Czego to nie ma (w Bachowicach)? Nie ma szynków żydowskich, które były i nie ma pieniactwa i złodziejstwa, które się panoszyło; są tylko jakby niedobitki i katastrofy, które zawstydzone postępem uciekają ze wsi. Brakuje atoli sklepu spółdzielczego, który kiedyś tu był(…). Dziś, kiedy miejscowi mieszkańcy i sąsiednie wsi korzystają już z pracy i trudu ks. dr. Franciszka Gołby, ufać należy, że idąc jego śladami na drodze im wytyczonej, poszczycą się kiedyś wspaniałym dorobkiem i że Pan Bóg użyczy im swego błogosławieństwa, jak nim wspierał wielokrotnie wysiłki wytrwałego pracownika i Przyjaciela ludu wiejskiego”.
Ojciec Rudolf Warzecha:
„Po kilkunastu miesiącach, kiedy już zdołano odczuć brak jego obecności, następca Ks[iędza] Prałata, ks. kan[onik] Jan Marszałek i kier[ownik] [szkoły] Wł[adysław] Hoła, którzy mieli szczęście patrzeć na jego ofiarne życie i oglądać z bliska jego dzieła, w imieniu rodaków wypisali mu na grobowym pomniku te słowa: »Niestrudzonemu wychowawcy i ofiarnemu sercu – rodacy«”.
Ksiądz Franciszek Gołba dziś…
Pamięć o ks. Gołbie jest żywa w rodzinnych Bachowicach. W 1997 r. tamtejsza Szkoła Podstawowa (obecnie Zespół Szkolno-Przedszkolny) przyjęła imię kapłana. Uznanie go za patrona to wyraz pochwały dla jego poświęcenia na rzecz lokalnej społeczności i wdzięczność za „podnoszenie poziomu oświaty, wiedzy i kultury”.
Słowa ks. Gołby – „Bez nauki, trudno dziś żyć na świecie” – stały się dewizą tej placówki oświatowej. Logo szkoły w kształcie jedwabnika, zawierające bogatą symbolikę i wiele znaczeń, nawiązuje do wychowawczej, oświatowej, społecznikowskiej i charytatywnej działalności patrona.
Imię ks. Franciszka Gołby nosi również jedna z ulic w jego rodzinnej miejscowości. Ponadto bachowicki duszpasterz wraz z dwiema innymi postaciami ważnymi dla lokalnej historii – tj.: dr Franciszkiem Stefczykiem i Sługą Bożym o. Rudolfem Warzechą – został upamiętniony w Muzeum Regionalnym w Bachowicach, powstałym w miejscu dawnej żeńskiej szkoły gospodarczej założonej w 1910 r.
Ten wybitny duszpasterz-społecznik i wychowawca, który przyczynił się do zmian nie tylko w życiu lokalnej społeczności, zasługuje jednak by pamięć o nim została ożywiona w szerszym wymiarze i zasięgu.
