Polacy wiedzę o konflikcie kongijskim, mogą czerpać przede wszystkim ze wspomnień polskiego lotnika z czasów II wojny światowej, Jana Zumbacha, służącego jako najemnik w Katandze. Drugą publikacją jest książka polskiego żołnierza najemnego, walczącego w Kongo, Rafała Gan-Ganowicza. Są to jedyne pozycje w języku polskim i pisane przez Polaków dotyczące wojny w Katandze i Kongo.
Temat udziału Polaków-żołnierzy najemnych w tym konflikcie jest szerzej nieznany. Jednak dzięki źródłom archiwalnym wiemy, że w walkach w Kongo brali udział także Polacy. Byli to w większości dawni oficerowie i żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Secesja Katangi i rekrutacja żołnierzy najemnych
Lider jednej z prowincji Konga – Katangi, Moise Tshombe, dwa tygodnie po ogłoszeniu niepodległości Konga, proklamował niepodległość Katangi i powołał własną siłę zbrojną – Żandarmerię Katangijską. Tshombe, po konsultacjach z doradcami belgijskimi, powziął zamiar zatrudnienia białych ochotników, jako specjalistów szkolących nowo powstałą formację. W celu przeprowadzenia rekrutacji otwarto biura werbunkowe w Południowej Rodezji, a ogłoszenia o naborze publikowano w prasie lokalnej.
Jako pierwszy oddział najemny powstała tzw. kompania międzynarodowa. Członkami kompanii byli Południowi Rodezyjczycy, Afrykanerzy z RPA, a także mieszkańcy Katangi (prawdopodobnie Belgowie). Na tle innych oddziałów katangijskich kompania międzynarodowa wyróżniała się dyscypliną i wyszkoleniem bojowym. Kolejnym krokiem była akcja rekrutacyjna wśród anglo- i francuskojęzycznych społeczności europejskich. Wówczas pojawili się w Katandze najbardziej znani dowódcy wojsk najemnych: Mike Hoare, Alistair Wicks, Jean Schramme i Robert Denard.
Wśród francuskojęzycznych najemników werbowanych w Europie znaleźli się Polacy, zwykle dawni żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy osiedli po wojnie we Francji i Belgii. Nie zabrakło również tych, którzy swoje powojenne losy związali z Wielką Brytanią i jej koloniami. Jednym z najwyższych rangą Polaków służących w armii katangijskiej był ppłk Aleksander Ihnatowicz-Świat. Podczas II wojny światowej, w Anglii, ukończył kurs dywersyjny i spadochronowy, a później był instruktorem dla przyszłych Cichociemnych. W 1943 r. został urlopowany z Wojska Polskiego i wypożyczony Brytyjczykom. Oddał cztery skoki bojowe na terenach Jugosławii i Włoch. W 1950 r. został zwolniony z czynnej służby w stopniu majora Armii Brytyjskiej. W Katandze był od wiosny 1961 r. i pracował jako specjalista do spraw broni i amunicji w Sztabie Głównym Armii Katangi w Élisabethville.
Innym Polakiem w Katandze, wspomnianym już wyżej, był Jan Zumbach, słynny polski pilot, as myśliwski z okresu II wojny światowej. W swoich wspomnieniach opisuje siebie jako twórcę sił powietrznych Katangi. Aby zachować anonimowość, przybrał pseudonim John Brown. Ostatecznie Zumbach dowodził resztkami lotnictwa katangijskiego do upadku Katangi pod koniec 1962 r.
Grupa instruktorów cichociemnych na fotografii z 1940 r. Od lewej stoją: por. Mieczysław Różański, kpt. Maksymilian Kruczała, por. Eugeniusz Janczyszyn, ppor. Jerzy Zubrzycki, por. Aleksander Ihnatowicz, mjr Józef Hartman, Jan Kazimierski, por. Antoni Pospieszalski, ppłk Stefan Piotrowski. Fot. Wikimedia Commons (domena publiczna))
Najwięcej nazwisk Polaków-najemników w Katandze pochodzi z akt kontyngentu ONZ, wysłanego aby zapanować nad sytuacją w Kongo. Oddziały ONUC (fr. Opération des Nations Unies au Congo) przeprowadziły operację pod kryptonimem „Rumpunch”, wymierzoną w najemników. W jej wyniku ujęto około 200 żołnierzy najemnych na 512 przebywających wówczas w Katandze.
Wśród nich było także kilku Polaków m.in.: Zbigniew Michalski, Jan Świderski, Wojciech Grabowski, Tadeusz Kowalski, Karol Ochał, Kazimierz Topór-Staszak. Staszak był podchorążym podczas kampanii 1939 r., następnie przedostał się do Francji. Służył w 10. Brygadzie Kawalerii Pancernej. Po wojnie w grudniu 1946 r. powrócił do kraju. Nie zgadzał się polską rzeczywistością, był więziony i w efekcie prześladowań uciekł z kraju. Nie posiadając paszportu, powziął decyzję o podjęciu służby w Katandze.
Smith Hempstone, przebywający w Katandze podczas secesji, w książce pt. „Rebels, Mercenaries, and dividends. The Katanga story”, zamieścił informacje o spotkaniu z Polakiem, żołnierzem najemnym o pseudonimie Luigi. Był on zapewne żołnierzem II Korpusu PSZ, mówił że walczył przeciwko Włochom i Niemcom w Afryce i o Monte Cassino. Trudno zidentyfikować go na podstawie ogólnych informacji. Na kartach książki pojawia się jednak informacja o ciężkich ranach, które Luigi odniósł w walkach w Katandze, możliwe że tajemniczy Luigi to Zbigniew Michalski, który był ranny w walkach z wojskami ONZ.
Wojna domowa w Kongo i udział w walkach polskich najemników
Gdy podpisano porozumienie z władzami niezależnej Katangi i zlikwidowano jej odrębność, wydawało się, że w Kongo zapanuje spokój. Zredukowano wojska ONZ. Tuż przed opuszczeniem Kongo przez oddziały ONZ, do kraju powrócił z wygnania były prezydent Katangi, Moise Tshombe i został premierem całego Kongo.
W tym czasie trwała już rewolta inspirowana przez Związek Sowiecki i rozprzestrzeniała się w bardzo szybkim tempie. Rebelianci wykazywali się niebywałym okrucieństwem, głównie wobec białych. Szybkie postępy buntu i demoralizacja całych oddziałów armii kongijskiej pokazały, że jest ona zbyt słaba, by poradzić sobie w tej sytuacji. Pojawił się pomysł, by ponownie zatrudnić białych najemników. Zaczęto ich rekrutować na przełomie lipca i sierpnia 1964 r. i po krótkim szkoleniu wysłano do walki.
Raporty przedstawicieli ONZ mówią o rekrutacji najemników w krajach afrykańskich, skąd można było najszybciej dotrzeć do Kongo. Najbardziej znani najemnicy znaleźli się na kartach raportów ONZ, próżno jednak szukać w nich nazwisk Polaków. Wiemy jednak że kilku Polaków, spośród walczących wcześniej w Katandze, powróciło do Kongo. Rafał Gan-Ganowicz wymienia m.in. Tadeusza Kowalskiego, który był oficerem II Korpusu PSZ na Zachodzie i po wojnie osiadł w Belgii. Gdy wybuchły niepokoje w Kongo, zaciągnął się jako żołnierz najemny. Ten katangijski epizod zapewne ułatwił Kowalskiemu zatrudnienie w ANC podczas rebelii komunistycznej.
Kongijska epopeja najemników zakończyła się tzw. buntem przeciwko generałowi Mobutu. Ten ostatni przejął rządy w Kongo w listopadzie 1965 r. i sukcesywnie szykanował oddziały pochodzenia katangijskiego w armii. Nie zaopatrywał ich w żywność i amunicję. Braki te dotknęły również białych najemników dowodzących tymi oddziałami i służących w nich.
Gan-Ganowicz pisze też o innym polskim weteranie z Katangi, Kazimierzu Toporze-Staszaku, którego zastąpił na stanowisku dowódcy kongijskiego batalionu, złożonego z dawnych żołnierzy katangijskich. Według Ganowicza, kapitan Topór-Staszak miał ogromny autorytet wśród swoich podwładnych, pamiętających go z Katangi. Posłuszeństwo wymuszał żelazną dyscypliną.
Innym Polakiem, znanym także z Katangi, był Zbigniew Michalski. Brał udział w operacji Omengang w Stanleyville, a później walczył z najemnikami komunistycznymi Che Guevary w rejonie jeziora Tanganika. Rafał Gan-Ganowicz w swojej książce wymienia jeszcze kilka nazwisk Polaków walczących, tak jak on, z rebelią komunistyczną w Kogo. Wspomina o majorze Marcinku, który zarządzał służbą zdrowia armii. Mówi o starszym sierżancie Konopce, zaopatrzeniowcu batalionu Ganowicza, który służył we francuskiej Legii Cudzoziemskiej. Innym sierżantem w jednostce Ganowicza był Józef Swara, także weteran Legii Cudzoziemskiej. Kolejny sierżant u Ganowicza to Roman Wiatr, również weteran Legii Cudzoziemskiej.
We wspomnieniach Rafała Gan-Ganowicza specjalne miejsce zajął jeszcze jeden polski żołnierz fortuny, Stanisław Krasicki. Krasicki miał już w tym czasie 60 lat, lecz przyjęto go z powodu braku oficerów. Po zakończeniu walk Stanisław Krasicki wyemigrował do Niemiec i tam zginął tragicznie w 1974 r. Wcześniej był porucznikiem, a później rotmistrzem w 10. Pułku Strzelców Konnych 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka.
Kongijska epopeja najemników zakończyła się tzw. buntem przeciwko generałowi Mobutu. Ten ostatni przejął rządy w Kongo w listopadzie 1965 r. i sukcesywnie szykanował oddziały pochodzenia katangijskiego w armii. Nie zaopatrywał ich w żywność i amunicję. Braki te dotknęły również białych najemników dowodzących tymi oddziałami i służących w nich. Mobutu wysłał przeciwko nim swoje doborowe oddziały. Formacje najemnicze stawiały skuteczny opór oddziałom Mobutu przez kilka tygodni. Brak amunicji i lekarstw sprawił, że wycofały się do Ruandy (Rwandy), gdzie je internowano. Ten ostatni epizod najemników w Kongo miał też swój polski akcent. Wśród podwładnych Jeana Schramme’a był Polak, Vandolewsky, którego zwano „Vando”.
* * *
Dzieje formacji najemnych w Katandze i Kongo weszły do historii wojen. Zaledwie dwóch Polaków było szerzej znanych z udziału w konflikcie kongijskim, to Jan Zumbach i Rafał Gan-Ganowicz. Udało się także rozpoznać kilkunastu innych żołnierzy najemnych pochodzenia polskiego, którzy walczyli wcześniej w PSZ na Zachodzie i po zakończeniu wojny pozostali na emigracji.
Trudno jest jednoznacznie ocenić, czym kierowali się Polacy, zaciągając do armii katangijskiej. Najprawdopodobniej był to czynnik ekonomiczny, ale zapewne też przeżycie przygody w Afryce. Drugi okres niepokojów w Kongo to zagrożenie przejęciem władzy przez ruchy afrykańskie, wspierane przez komunistów sowieckich. Walką z komunistami tłumaczył swoje decyzje Rafał Gan-Ganowicz i najprawdopodobniej Kazimierz Topór-Staszak, mający osobiste doświadczenia z systemem komunistycznym w Polsce. Raczej nie uda się definitywnie rozstrzygnąć, co było ważniejsze dla polskich uczestników walk w Kongo: idea czy pieniądze.
Tekst powstał na podstawie artykułu naukowego opublikowanego w periodyku „Pamięć i Sprawiedliwość” nr 2 (40) 2022
