Należał do wojennego pokolenia, jak Krzysztof Kamil Baczyński, Tadeusz Gajcy, Tadeusz Borowski, Roman Bratny. Sam zresztą tytułem swojego artykułu „Pokolenie wojenne” przyczynił się do utrwalenia tej nazwy, bo – cytując narratora z filmu „Kolumbowie” –
„komu wypadła młodość na ten czas, tego on zabije lub ukształtuje na zawsze”.
W „Pamiętniku” po śmierci Wacława Bojarskiego pisał:
„Pochłonie nas historia. Młodych, dwudziestoletnich chłopców”.
Jego pochłonęła 12 listopada 1943 r. w ulicznej egzekucji na Nowym Świecie (przy ul. Wareckiej). Nie ma swojego grobu…
O jego śmierci przypomina wmurowana w tym miejscu tablica, na której nie wypisano żadnego nazwiska.
Twórca w służbie narodu
Wrażliwość artystyczną Trzebińskiego kształtowały długie spacery po lasach i polach, widok otwartej przestrzeni aż po horyzont, dzięki temu, że jego ojciec administrował ziemskimi majątkami pod Łodzią, a potem na Pomorzu. W 1932 r. Trzebińscy przenieśli się do Warszawy. Andrzej uczęszczał do prywatnej szkoły przy ul. Mochnackiego, następnie naukę kontynuował w gimnazjum i liceum im. Tadeusza Czackiego.
O jego śmierci przypomina wmurowana w tym miejscu tablica, na której nie wypisano żadnego nazwiska.
Tu dały się poznać jego talent literacki, a także zamiłowanie do malarstwa i teatru. Uczył się bardzo dobrze, za pieniądze z udzielanych korepetycji kupował karnety na spektakle teatralne. W liceum opanował język francuski na tyle, że już na początku okupacji próbował tłumaczeń z tego języka. Swoje pierwsze próby pisarskie publikował w „Promieniu szkolnym”.
We wrześniu 1939 r. odpowiedział na apel płk. Romana Umiastowskiego i wyruszył na wschód. Do okupowanej Warszawy wrócił w październiku. Tam też kontynuował naukę w liceum Czackiego na tajnych kompletach. Latem 1940 r. zdał konspiracyjną maturę i jesienią rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Razem z nim studiował, m.in. Wacław Bojarski, z którym później się zaprzyjaźnił. To oni na przełomie 1941 i 1942 r. powołali do życia jedno z najciekawszych pism literackich: „Sztuka i Naród”, związane ze środowiskiem nacjonalistycznej Konfederacji Narodu wywodzącej się z RNR „Falanga”. Trzebiński po śmierci Bojarskiego został jego redaktorem. Był również kierownikiem Biura Kolportażu wydawnictw Konfederacji Narodu, jednak w ostatnich miesiącach życia zrezygnował z pracy w nim, gdyż poświęcił się redakcji „Sztuki i Narodu” oraz tworzeniu Ruchu Kulturowego.
Śmierć bez zapomnienia
Na początku listopada 1943 r. Trzebiński został zatrzymany w jednej z fabrycznych stołówek, gdzie nielegalnie jadał obiady. Miał przy sobie fałszywą kenkartę na nazwisko Andrzej Jarociński. Został przewieziony na Pawiak. Pomimo starań siostry i przyjaciół nie udało się go stamtąd wykupić. Został rozstrzelany (podobnież z zagipsowanymi ustami) pod nazwiskiem, pod jakim został schwytany…, czyli Niemcy nie zorientowali się, że zatrzymali tego, którego od dawna szukali.
We wrześniu 1939 r. odpowiedział na apel płk. Romana Umiastowskiego i wyruszył na wschód. Do okupowanej Warszawy wrócił w październiku.
Dorobek Andrzeja Trzebińskiego może dzisiejszego czytelnika odstręczać patosem i wyniosłym stosunkiem do świata, ale warto pamiętać o emocjach i sporach, jakie budził od samego początku. „Pamiętnik” to jego najważniejszy tekst, w którym przewijają się: wątek osobisty jego dwóch wielkich miłości, codziennych bolączek młodego konspiratora, jak brak czasu, pieniędzy, konieczność ukrywania się i zmiany mieszkań, życia w obliczu śmierci oraz wątek artystyczny: jak najszybciej zaistnieć jako świadomy artysta. Natomiast po wojnie w ideowy amok stalinowskich krytyków wprawiły trzy piosenki Trzebińskiego: „Wymarsz Uderzenia”, „Piosenka o Teresie” oraz „Ojczyzna wzywa nas do boju”. Warto też wymienić wiersz dedykowany jego Annie pt. „O niebieskim pachnącym groszku”.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
