Thomas Eliot, brytyjski poeta i eseista, zastanawiając się „Kto to jest klasyk?” podkreślał uniwersalność jego myśli oraz znacznie większą niż u pozostałych twórców „pojemność w ogarnianiu rzeczywistości”. Hannah Arendt była przede wszystkim filozofem polityki, jednak jej refleksje mogą być także przydatne historykom XX w., którzy chcą „ogarniać przeszłość” szerzej i głębiej.
Arendt pisała o myśleniu w kategoriach rasowych poprzedzających rasizm. Było ono głęboko zakorzenione w XVIII w. i pojawiło się we wszystkich krajach zachodnich wiek później. Rasizm stał się wtedy wpływową ideologią polityki imperialnej. Jednak to dopiero w narodowosocjalistycznych Niemczech stał się oficjalną doktryną państwową – jedynym obowiązującym światopoglądem (Weltanschauung), który znalazł obowiązujący klucz do interpretacji świata. Arendt nigdy nie zajmowała się stricte okupację niemiecką w Polsce, jednak w jej klasycznych pracach możemy znaleźć co najmniej dwa wątki, które jej bezpośrednio dotyczą.
Widzieć dalej
W 1951 r. w „Korzeniach totalitaryzmu” stwierdziła, że narodowy socjalizm podzielił narody na takie, których eksterminacja była realizowana natychmiast (jak w przypadku Żydów), takie, które mogły jej oczekiwać w dającej się przewidzieć przyszłości (jak w przypadku Polaków, Rosjan i Ukraińców), oraz takie, co do których nie było planów „całościowego rozwiązania" (Francuzi i Belgowie). Nieco dalej dodała:
„Kategoria wrogów obiektywnych okazała się trwalsza od pierwszych zdeterminowanych przez ideologię nieprzyjaciół ruchu, stosownie do zmieniających się okoliczności wynajduje się nowych wrogów obiektywnych: naziści, przewidując zakończenie eksterminacji Żydów, już wcześniej podjęli niezbędne przygotowania do likwidacji Polaków, Hitler zaś planował nawet zdziesiątkowanie pewnych kategorii Niemców”.
W 1961 r. w „Eichmannie z Jerozolimy” dodała:
„posunięcia przeciwko Żydom wschodnim były nie tylko rezultatem antysemityzmu, lecz także integralną częścią globalnej polityki »demograficznej«, w efekcie której Polaków czekałby w wypadku zwycięstwa Niemiec ten sam los co Żydów: ludobójstwo. Nie są to wcale spekulacje”.
Arendt na horyzoncie intelektualnym dostrzegała nie tylko Zagładę Żydów, która się dokonała, ale także perspektywiczny cel okupacji niemieckiej w stosunku do innych narodów, w tym także etnicznych Polaków. Widziała dalej?
W maju 1940 roku Himmler napisał wielokrotnie cytowany dokument, zatytułowany „Kilka myśli w sprawie traktowania obcoplemiennych na Wschodzie”. Reichsführer SS zadeklarował, że ostatecznym celem polityki niemieckiej na Wschodzie powinno być podzielenie dawnej Rzeczypospolitej na jak największą liczbę części i fragmentów.
„W ciągu niewielu lat – wyobrażam sobie – w ciągu 4 do 5 lat np. pojęcie Kaszubów musi stać się nieznane, ponieważ wówczas kaszubskiego narodu nie będzie [...]. Ufam, że dzięki możliwości wielkiej wędrówki wszystkich Żydów do Afryki lub do jakiejś innej kolonii, zobaczę całkowite wygaśnięcie pojęcia Żydów. Musi być także możliwe w okresie nieco dłuższym spowodowanie zniknięcia na naszym obszarze narodowym pojęć Ukraińców, Górali i Łemków. To, co zostało powiedziane o tych odłamach narodowych, odnosi się w odpowiednio większych rozmiarach do Polaków”.
Czy słowa Himmlera można traktować jako zapowiedź ludobójstwa Żydów i Polaków? Profesor Jerzy Wojciech Borejsza, autor książki „Śmieszne sto milionów Słowian…”, nazwał Polaków i Rosjan, których Hitler zamierzał pochłonąć lub usunąć, „Żydami jutra”. Nie był to tylko ozdobnik literacki polskiego historyka żydowskiego pochodzenia. Po wojnie polski dziennikarz, Krzysztof Kąkolewski, zapytał Hansa Fleischhackera, nazistowskiego antropologa, o los Słowian po hipotetycznym zwycięstwie III Rzeszy.
„– To bezsens. Nie można mówić o faktach, które się nie zdarzyły […]
– Historia zarazem uczy nas, że wyniszczenie Indian nastąpiło nie w fazie podboju, ale osiedlania.
Profesor zastanawia się chwilę, po czym mówi:
– Tak. Myślę, że ma pan rację.
– Czyli najstraszniejsze dopiero nas, Słowian, czekało”.
Trudno jest zarzucić Arendt – niemieckiej myślicielce pochodzenia żydowskiego, że w ten sposób trywializowała Holokaust albo zrównywała los Polaków podczas II wojny światowej z losem Żydów. Co ciekawe, odwołała się do pojęcia ludobójstwa (genocydu) stworzonego przez polskiego prawnika żydowskiego pochodzenia Rafała Lemkina, ale już nie bezpośrednio do jego myśli. Ludobójstwo, jak się wydaje, rozumiała podobnie jak większość badaczy – wyłącznie jako eksterminację fizyczną całości lub większości danej grupy społecznej, podczas gdy dla Lemkina był to złożony proces, składający się z ośmiu technik ludobójczych: genocydu politycznego, społecznego, kulturowego, ekonomicznego, biologicznego, religijnego, fizycznego i moralnego.
Naród bez inteligencji
W myśli Arendt znajdziemy także ciekawą interpretację dotyczącą Intelligenzaktion. Istotą niemieckiego totalitaryzmu, który zaczął być budowany od 1939 r. także w okupowanej Polsce, było stworzenie świata zgodnego z narodowosocjalistycznym wyobrażeniem. Świata bez „ludzi zbędnych”, świata idealnego.
Nazistowski „idealizm” polegał na niezachwianej wierze w zmyślony świat ideologii, większej nawet od żądzy władzy. Z punktu widzenia ideologii nazistowskiej polska inteligencja w ogóle nie mogła istnieć. Państwo polskie zostało zbudowane nie przez Słowian – tylko Germanów, którzy później ulegli polonizacji wskutek zmieszania krwi.
System totalitarny dąży do tego, by uczynić ze zmyślonego świata świat rzeczywisty. Jeżeli według ideologii polska inteligencja nie istniała (bo wszyscy Polacy to „prymitywni podludzie”), to eksterminacja polskiej inteligencji miała oprócz pragmatycznego celu – zniszczenia elit państwotwórczych – także cel ideologiczny – dostosowanie istniejącej rzeczywistości do świata nazistowskich wyobrażeń. Zdaniem Arendt:
„większość polskiej inteligencji zlikwidowano nie z powodu jej wrogości do siebie, ale dlatego, że zgodnie z ich teorią Polacy nie mają intelektu, a kiedy zaplanowali uprowadzenie błękitnookich, jasnowłosych dzieci, szło im nie o zastraszenie ludności lecz o uratowanie «germańskiej krwi»”.
Melita Maschmann, urzędniczka Związku Niemieckich Dziewcząt w Kraju Warty, wspominała:
„Fakt, że nie spotykało się Polaków z wyższych klas społecznych, przywiódł mnie do fałszywego wniosku, iż polski naród składa się wyłącznie z proletariuszy, chłopów i nędzarzy. Nic dziwnego, mówiłam sobie, że w swojej historii Polska musiała znosić długie okresy obcych rządów. Najwyraźniej nie była w stanie wytworzyć trwałej klasy przywódczej”.
Wykorzystanie wszystkich dostępnych środków, łącznie z terrorem, aby dostosować świat rzeczywisty (często nielogiczny, chaotyczny, pełny przeciwieństw, niezrozumiały) do świata ideologicznego (logicznego, spójnego, zorganizowanego i zrozumiałego), jest ważnym czynnikiem, od którego powinno się zacząć analizę okupacji niemieckiej w Polsce i w całej Europie.
Ian Kershaw trafnie zauważył, że sześć lat rządów nazistów było niczym innym, jak pędem do ekspansji – popieranym przez wszystkie grupy niemieckiego społeczeństwa. Wybuch wojny umożliwił ideologiczną radykalizację nazistowskiej krucjaty i wprowadzenie nowych, radykalnych metod osiągania wyznaczonych celów. Polska stała się polem doświadczalnym, na którym można było wypróbować wszelkie sposoby realizacji rasowej utopi.
(Nie)zbędni klasycy
Kilka lat temu poproszono mnie o lekturę wartościowej pracy doktorskiej, poświęconej jednemu z powiatów w okupowanej Polsce. Zasugerowałem autorowi, aby nawiązał do Hannah Arendt i jej próby wyjaśnienia dlaczego Niemcy przeprowadzili w okupowanej Polsce „Intelligenzaktion”. Po kilku dniach otrzymałem odpowiedz, że autor nie zna żadnego „Arendta” i czy mógłbym podesłać mu artykuł, o który mi chodzi. Czy naprawdę znajomość klasyków nie jest już nam do niczego potrzebna?
Ludwik Hirszfeld krótko po wojnie zadał fundamentalne i wciąż aktualne pytanie:
„Jak wytłumaczyć światu, że sześć milionów Polaków i Żydów, bezbronnych kobiet, dzieci, starców, robotników i uczonych zostało schwytanych, uwięzionych, ograbionych, związanych i zgładzonych?”.
Arendt dużo pisała także o terrorze totalitarnym, wymuszającym „zorganizowane zapomnienie”, o „dziurach zapomnienia”, teorii wroga obiektywnego, sojuszu elit z motłochem, atomizacji jednostki w systemie totalitarnym, zamordowaniu w człowieku istoty prawnej i moralnej, „banalności zła” i „złu radykalnym”, zaniku cywilnych wzorów w chwili założenia żołnierskich mundurów, które skutecznie uwalniały sprawców od wyrzutów sumienia i czyniły bardziej podatnymi na bezwarunkowe posłuszeństwo. Krytyczne odwołanie się do myśli Arendt może ciągle nam pomóc w tłumaczeniu tej przeszłości dla współczesności.
Zło radykalne (totalitarne) rodzi się w konkretnym systemie społeczno-politycznym. Ten system totalitarny – w którym jednostka jest niczym, zaś państwo wszystkim – był budowany w nazistowskich Niemczech od 1933 r. Od 1939 r. emanację tego systemu rozpoczęto instalować na okupowanych ziemiach polskich. Każdy historyk okupacji niemieckiej w Polsce powinien to uwzględnić w swoich, nawet regionalnych, badaniach. Być może jest to najważniejsza lekcja, której udzieliła nam Hanah Arendt. Zanim będziemy w stanie odpowiedzieć na fundamentalne pytanie – czym była okupacja niemiecka w Polsce – powinniśmy określić czym był nazistowski totalitaryzm i jakie jego cechy uznamy za najważniejsze. Wydaje się to konieczne, jeżeli nasze prace mający być czymś więcej niż zbiorem chronologicznie ułożonych faktów. Zbyt szybko wielu badaczy złożyło pojęcie totalitaryzmu (podobnie jak ludobójstwa) do naukowego grobu.
