Proszę czekać,
trwa ładowanie strony...

Historia w pieśni ukryta

Średnie wyniki

* Formularz został wypełniony przez 96 osób

Nie można zacząć inaczej niż od najważniejszej dla każdego z nas pieśni i melodii. „Pieśń Legionów Polskich we Włoszech”, „Mazurek Dąbrowskiego”, „Hymn Polski”, to różne tytuły tego samego, jednoczącego nas wszystkich utworu. Inspirowany jego melodią był także hymn innego państwa:

„Boże coś Polskę”. To utwór, którego refren zmieniał się wraz z odczuciem wykonujących, dających wyraz swoich przekonań co do niepodległości Polski i suwerenności narodu. W przeszłości można było usłyszeć błaganie, aby ojczyznę wolną Bóg raczył nam zwrócić, a kiedy indziej by ją pobłogosławił. Trudno więc uwierzyć, że pieśń ta powstała:

„Oto dziś dzień krwi i chwały” – to początek słynnej „Warszawianki”. Jej charakterystyczna melodia towarzyszy uroczystościom patriotycznym i ceremoniom wojskowym. Powstała jako hymn Powstania Listopadowego, jej prawykonanie miało miejsce 5 IV 1831 r. w warszawskim Teatrze Narodowym – w wolnej od carskich wojsk stolicy Polski. Jednak jej autor – Casimir François Delavigne - oryginalny tekst napisał w języku:

Tytuł „Warszawianka” (dokładnie „Warszawianka 1905 r.”) nosi także inna pieśń, bardziej łączona z ruchem rewolucyjnym. Dziś wielu osobom może kojarzyć się ona z symboliką komunistyczną, ponieważ w okresie PRL tak była wykorzystywana. Jednak dawniej była także hymnem, konkurujących z komunistami, działaczy niepodległościowej Polskiej Partii Socjalistycznej. Niesamowita jest jednak historia tego, w jaki sposób jej autor – Wacław Święcicki, przekazał jej słowa z więzienia, w którym ją napisał:

„My, Pierwsza Brygada”, albo po prostu „Legiony”, to dziś dla wielu najważniejsza po hymnie pieśń, chociaż przed II wojną światową nie brakowało nawet oddanych zwolenników Marszałka Józefa Piłsudskiego, postulujących zastąpienie nią „Mazurka Dąbrowskiego”. Śmiało można jednak stwierdzić, że w ceremoniale państwowym jest to dziś „pieśń numer dwa”, ponieważ od 2007 r. to oficjalnie:

Chyba żaden polski zryw nie stworzył tylu charakterystyczny melodii i wersów co Powstanie Warszawskie. Świadczy o tym między innymi tłum Warszawiaków i gości z innych miast, gromadzący się co roku w kolejne rocznice wybuchu powstania na Placu Piłsudskiego i wspólnie wykonujący utwory, które powstały latem 1944 r. lub są kojarzone z tym czasem. To właśnie w pierwszy dzień walki o wolną stolicę, 1 sierpnia, powstańcza radiostacja „Błyskawica” nagrała utwór:

Smutny okres okupacji i ciężki los mieszkańców stolicy ukazuje pierwszy powojenny polski film pełnometrażowy pt. „Zakazane piosenki”. Realizacji pomysłu ukazania historii Warszawy od września 1939 r. do maja 1945 r. podjęli się Ludwik Starski (scenariusz) i Leonard Buczkowski (reżyseria). W efekcie tego, w fabułę wpleciono kilkanaście piosenek, w większości popularnych i kojarzonych z okresem wojennym. Jednak na potrzeby filmu (do znanej wcześniej melodii) powstał tekst piosenki:

Jednak to inna piosenka zaprezentowana w filmie „Zakazane piosenki” zyskała największą popularność. „Siekiera, motyka”- często spontanicznie przerabiana, gościła na bodaj wszystkich, nie tylko warszawskich, podwórkach. Jej najróżniejsze wersje stały się także popularnymi utworami biesiadnymi. Powszechnie rozpoznawalna i łatwo wpadająca w ucho, została użyta politycznie i wykorzystana jako:

Sprzeciw wobec komunizmu, zwłaszcza po wprowadzeniu przez Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego 13 grudnia 1981 r., także wyrażał się w piosence. Największe emocje, w latach osiemdziesiątych, budziły chyba trzy utwory: „Ballada o Janku Wiśniewskim”, „Żeby Polska była Polską” i „Mury”. Ten ostatni, rozpowszechniony przez Jacka Kaczmarskiego, stał się hymnem Solidarności, poniekąd wbrew wykonawcy, który stworzył go zainspirowany tekstem, oryginalnie znanym z protestów wobec:

Nie byłoby upadku komunizmu w Polsce, gdyby nie pielgrzymki do ojczyzny papieża Jana Pawła II, jego wsparcie dla ruchu „Solidarności” i ogromna pomoc Kościoła dla opozycji. Tłumnie zgromadzeni na mszach za ojczyznę Polacy, wznosząc do góry małe krzyże i palce w kształcie litery „V”, śpiewali pieśń, która także należy do zestawu „Pieśni Solidarności”. Chodzi o utwór: